'Pani McGinty nie żyje' Agata Christie

Pani McGinty nie żyje - Agata Christie

- Ooo - powiedziała pani Summerhayes i jej uwagę odwróciła od Poirota miska na kolanach. - Krew mi kapie na groszek. Nie najlepiej, zważywszy, że mamy go mieć na lunch. Chociaż właściwie nie ma to znaczenia, bo i tak idzie do wrzątku. Przecież jak się coś zagotuje, to jest w porządku. Nawet z puszki.

- Myślę - powiedział spokojnie Poirot - że nie będę na lunchu.

 

"Bo gdzieś - powiedział sam do siebie Poirot plącząc niedorzecznie przysłowia - w tym stogu siana jest igła i człowiek strzela, a Pan Bóg wywołuje wilka z lasu, i zobaczymy, co się wylęgnie z tego jajka!"

 

- Przeprowadziłem swoje dochodzenia - powiedział ponuro Poirot.

- I?

- I oto ich wynik: Mieszkańcy Broadhinny to wszyscy bardzo przyzwoici ludzie.

- Co chce pan przez to powiedzieć, monsieur Poirot?

- Ach, przyjacielu, niech pan pomyśli. "Bardzo przyzwoici ludzie". To już bywało motywem morderstwa.

 

- Ja uwielbiam ludzi, a ty? - zapytał Robin radośnie.

- Nie - odpowiedziała zdecydowanie pani Oliver.

- Ależ musisz. Popatrz na tych wszystkich ludzi w swoich książkach.

- To co innego. Uważam, że drzewa są milsze od ludzi i nie tak męczące.

 

- (...) Myślę, że znam prawdę... choć istnieje jeden fakt, który zbija mnie z tropu.

- Cieszę się, że coś pana zbija z tropu - powiedział Spence.

 

- Bon Dieu, jakiż byłem głupi - powiedział Herkules Poirot. - Przecież sprawa jest całkiem prosta.

Po tej uwadze omal nie doszło do trzeciego morderstwa - popełnionego na Herkulesie Poirocie przez nadinspektora Spence'a z Komendy Policji w Kilchester.